Życie na wyspie toczy się wolniej. Szliśmy powoli, przytuleni, nagle
koleżanka zaczęła się dławić ze śmiechu. Wskazała mi tabliczkę
przywieszoną na drzwiach od sklepiku z rybami i owocami morza. O co
chodzi? Była to zwykła tabliczka z przekreślonym kotem i podpisem:
„Prohibida la entrada de gatos” - czyli, że kotom nie wolno. Litera g
została tam przekreślona i nadpisana „p”. Pod spodem znalazł się portret
jednego z naszych polityków, wycięty z pierwszej strony lokalnej gazety. Co w tym śmiesznego?
W końcu mi powiedziała. Po hiszpańsku pato to kaczka. Wiedza o polskiej polityce dotarła także na tę wyspę.
Wypiliśmy bardzo dobrą kawę i kielich rumu w pobliskiej knajpce. Barman
spytał się o pato, wskazując na gazetę. Koleżanka coś energicznie
powiedziała, chyba wspomniała przywódcę partyzantki, bo było tam słowo
Hijodeputa. Zobaczyliśmy szeroki uśmiech i dostaliśmy dwa kielichy rumu
gratis. Potem poszliśmy w kierunku portu, niebawem ma przybyć prom.
Droga zaczęła się robić podejrzanie wąska. Ciekawe co oni do tego rumu
dodają.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz