Gdy wróciliśmy z La Melange spotkała nas niemiła niespodzianka. Zamiast
fajnego widoku na port i pobliskie wzgórze zobaczyliśmy jakiś pływający
dom publiczny. Bydlę przypłynęło, zacumowało i teraz wysadza desant
całej hordy niemieckich i skandynawskich emerytów. Nici z imprez na
mieście, spędzamy zatem wieczór w pokoju. Jutro przeprawimy się promem
na La Isla Segundo Sortos do portu Marina Huana. Tam nie będzie ani
emerytów, ani krakowskiej plagi czyli brytyjskich i irlandzkich opojów
żądnych wódki, koki i dziewczyn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz