Życie na wyspie toczy się wolniej. Szliśmy powoli, przytuleni, nagle
koleżanka zaczęła się dławić ze śmiechu. Wskazała mi tabliczkę
przywieszoną na drzwiach od sklepiku z rybami i owocami morza. O co
chodzi? Była to zwykła tabliczka z przekreślonym kotem i podpisem:
„Prohibida la entrada de gatos” - czyli, że kotom nie wolno. Litera g
została tam przekreślona i nadpisana „p”. Pod spodem znalazł się portret
jednego z naszych polityków, wycięty z pierwszej strony lokalnej gazety. Co w tym śmiesznego?
W końcu mi powiedziała. Po hiszpańsku pato to kaczka. Wiedza o polskiej polityce dotarła także na tę wyspę.
Wypiliśmy bardzo dobrą kawę i kielich rumu w pobliskiej knajpce. Barman
spytał się o pato, wskazując na gazetę. Koleżanka coś energicznie
powiedziała, chyba wspomniała przywódcę partyzantki, bo było tam słowo
Hijodeputa. Zobaczyliśmy szeroki uśmiech i dostaliśmy dwa kielichy rumu
gratis. Potem poszliśmy w kierunku portu, niebawem ma przybyć prom.
Droga zaczęła się robić podejrzanie wąska. Ciekawe co oni do tego rumu
dodają.
Wycieczka do San Escobar
czwartek, 19 stycznia 2017
Gazeta na wyspie
Na wyspie powitały
mnie krzyczące nagłówki gazet. Od lokalesów usłyszałem ¡Idiota
que trae desgracia y otros imbéciles!
A było tu tak pięknie…
A było tu tak pięknie…
Wschód słońca na wyspie
Wschód słońca nad Marina Huana robi wrażenie, zwłaszcza gdy właśnie z
ciebie wyparował nadmiar wypitej whisky. Wyspa wcale nie jest taka mała.
Tylko port jest mały, prom ledwo tu się zmieścił. Mamy cały dzień
zwiedzania, wieczorem wrócimy promem do Santo Subito. Wysiadamy razem z
tłumem żądnych wrażeń turystów, wygłodniałych z braku lokalnych
suplementów diety, których na promie nie mogli kupić. Zrozumiałem
przyczynę – ten sam prom kursuje między wyspami i na trasach
międzynarodowych. Dobitnie wyjaśniała to instrukcja przyklejona taśmą do
burty przy barze. Był nawet napis nawet po polsku! INFORMUJEMY, ŻE
NIEKTÓRE PRODUKTY SPRZEDAWANE W SAN ESCOBAR SĄ NIELEGALNE W INNYCH
KRAJACH. PRZED WYJAZDEM UPEWNIJ SIĘ, ŻE MOŻESZ JE WWIEŹĆ DO SWOJEGO
KRAJU I PRZEWIEŹĆ TRANZYTEM.
Bar
Podróż na wyspę La Isla Segundo Sortos była ciekawa. Z rzeczy godnych
uwagi na promie był tylko alkohol. W strefie wolnocłowej dodatkowo
perfumy i zegarki, ale takich, jak koleżanka lubi, to akurat nie było.
Zegarka chwilowo nie potrzebuję – po co mi później problemy i wyjazdy na
Ukrainę? Kupiliśmy po flaszce Jacka Danielsa. Mało było, poszliśmy
potem do baru. Strasznie buja na tym morzu, wiatr chyba też jakby
silniejszy.
Prom
Prom - jak prom. Taki sam kiedyś pływał po Bałtyku, tylko tutaj cieplej i
na pewno weselej. Oglądamy wyładunek i załadunek, zastanawiamy się ile
suplementów diety podróżuje do Europy, głęboko schowane gdzieś w palecie
bananów do Lidla. Tak się robi tydzień San Escobar w Lidlu!
Czekamy na prom
Pasażerowie wycieczkowca wsiedli do autokarów, pojechali na wycieczkę.
Następny taki statek już wpływa do portu.
"Skończyła się pewna epoka" - powiedziałem.
"Tylko się pan nie rozpłacz, bo się broda odklei" - odparła nieźle już wstawiona koleżanka.
Zaraz się pakujemy i wsiądziemy na prom, który nas zawiezie na ostatni bastion ulotnego nastroju San Escobar.
"Skończyła się pewna epoka" - powiedziałem.
"Tylko się pan nie rozpłacz, bo się broda odklei" - odparła nieźle już wstawiona koleżanka.
Zaraz się pakujemy i wsiądziemy na prom, który nas zawiezie na ostatni bastion ulotnego nastroju San Escobar.
Desant z wycieczkowca
Gdy wróciliśmy z La Melange spotkała nas niemiła niespodzianka. Zamiast
fajnego widoku na port i pobliskie wzgórze zobaczyliśmy jakiś pływający
dom publiczny. Bydlę przypłynęło, zacumowało i teraz wysadza desant
całej hordy niemieckich i skandynawskich emerytów. Nici z imprez na
mieście, spędzamy zatem wieczór w pokoju. Jutro przeprawimy się promem
na La Isla Segundo Sortos do portu Marina Huana. Tam nie będzie ani
emerytów, ani krakowskiej plagi czyli brytyjskich i irlandzkich opojów
żądnych wódki, koki i dziewczyn.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
