W San Escobar można poczuć się jak w kraju – tylko pogoda lepsza. Są
miejsca z ogólnym badziewiem, są knajpy, w których muzycy męczą starsze
od węgla klawisze (najczęściej świetnej marki Ketron). Gdy wchodzi
grupka ludzi z Polski, orkiestra nagle przestawia się z niemieckiego lub
włoskiego oryginału na disco polo. Byliśmy już trochę skręceni, całość zdarzenia z Playa de Los Paravanos
widziałem mniej więcej tak:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz